googleb4f6e4125b867f46.html
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LSD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LSD. Pokaż wszystkie posty

5 stycznia 2012

Palikot chce walczyć o LEGALIZACJĘ LSD


Palikot chce walczyć o LEGALIZACJĘ nie tylko MARIHUANY, ale też małych ilości HEROINY, KOKAINY i LSD 

Proponowana przez polityków skupionych wokół Janusza Palikota nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zakłada już nie tylko legalizację tzw. miękkich narkotyków czyli m.in. marihuany. Palikot żąda więcej i chce pozwolić na posiadanie małych ilości twardych narkotyków, czyli: kokainy, heroiny, LSD. Na szczęście ustawa Palikota nie ma szans wejścia w życie, bo jednogłośnie sprzeciwiają się jej wszystkie partie w Sejmie.

Koalicja rządząca i opozycja jeszcze nigdy nie były tak zgodne w walce ze wspólnym przeciwnikiem. PO, PSL, PiS, Solidarna Polska, a nawet SLD, którego część posłów popiera posiadanie marihuany na własny użytek krytykują pomysł Ruchu Palikota, by zezwolić na posiadanie także małej ilości twardych narkotyków.

Jak dowiedział się portal tvn24.pl Palikot chce już nie tylko, by posiadanie do 50 gram nie było karane, a także by zalegalizować marihuanę do celów lecznicznych.  Politycy Ruchu Palikota poszli duży krok naprzód. Chcą pozwolić na posiadanie małych ilości tzw. twardych narkotyków, czyli heroiny, kokainy, LSD.

Z projektu ustawy wynika, że zgodnie z prawem, poza 30 gramami ziela konopi, można byłoby posiadać do 1 g amfetaminy, MDMA (substancji, z której wytwarzane są m.in. pigułki ecstasy), kokainy i heroiny, 500 mikrogramów LSD oraz do 1,5 tys. ml metadonu. Narkotyki nie byłyby też konfiskowane przez policję.

Za posiadanie większej ilości narkotyków nie groziłaby jeszcze kara pozbawienia wolności, ale grzywna i konfiskata.
-----------------------------------------------------


Heroina, kokaina, LSD. Palikot mówi "tak" nie tylko marihuanie

TVN24.PL: RP ZA DEPENALIZACJĄ NARKOTYKÓW TWARDYCH

Heroina, kokaina, LSD. Palikot mówi "tak" nie tylko marihuanie
Fot. PAP/Andrzej HrechorowiczRuch Palikota chce zdepenalizować m.in. amfetaminę, heroinę i kokainę
Ruch Palikota chce zezwolić na posiadanie nie tylko marihuany, ale i innych narkotyków, m.in. kokainy, heroiny i amfetaminy - wynika z projektu ustawy, do której dotarł portal tvn24.pl. - Nie zgadzamy się - jednogłośnie komentują propozycje RP wszystkie partie.
Projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii Ruch Palikota planuje złożyć w Sejmie jeszcze przed świętami.
      Musieliśmy dotknąć tego problemu szeroko, choć trzeba przyznać, że ze statystyk wynika, iż większość osób zatrzymanych za "małe ilości", posiadało marihuanę.      
Andrzej Rozenek, Ruch Palikota
W grę wchodzą dwa rozwiązania - mniej i bardziej restrykcyjne. Jedno zakładadepenalizację posiadania marihuany (ziela konopi) do 50 gramów, o czym tvn24.pl pisał już tydzień temu, łagodniejsze - do 30 g. Prawdopodobnie klub RP przychyli się do tego drugiego scenariusza.

Trzy kroki: Małe ilości, grzywna, więzienie

Jednak partia na depenalizacji "trawki" nie zamierza poprzestać. Chce także pozwolić na posiadanie małych ilości innych, także tzw. twardych narkotyków.

Z projektu ustawy wynika, że zgodnie z prawem, poza 30 gramami ziela konopi, można byłoby posiadać do 1 g amfetaminy, MDMA (substancji, z której wytwarzane są m.in. pigułki ecstasy), kokainy i heroiny, 500 mikrogramów LSD oraz do 1,5 tys. ml metadonu. Substancje te nie byłyby też konfiskowane przez policję.

Przy posiadaniu większej ilości któregoś ze środków odurzających, nie groziłaby jeszcze kara pozbawienia wolności, ale grzywna i konfiskata: 0,5-2 tys. zł za posiadanie do 100 g ziela konopi, 1 tys. mikrogramów LSD i 2 tys. ml metadonu oraz 5-5 tys. zł za posiadanie do 3 g amfetaminy, MDMA oraz 5 g kokainy i heroiny. 

Ruch Palikota w przyszłym tygodniu złoży w Sejmie projekt ustawy... czytaj więcej »


Dopiero po przekroczeniu tych limitów groziłoby więzienie. Podobnie sytuacja wyglądałaby, gdy ktoś będzie w posiadaniu dwóch i więcej rodzajów narkotyków naraz, np. marihuany i amfetaminy.

Jak tłumaczą twórcy ustawy (Ruch Palikota stworzył projekt przy współpracy z Inicjatywą Wolne Konopie), propozycja dekryminalizacji twardych narkotyków oparta jest na zasadzie "redukcji szkód i traktowania uzależnienia od narkotyków, jak takiej samej choroby, jak np. alkoholizm".

Rzecznik partii Andrzej Rozenek w rozmowie z tvn24.pl dodaje, że w nowelizacji zajęto się wszystkimi narkotykami, również twardymi, ponieważ są one wymienione w obecnej ustawie (o przeciwdziałaniu narkomanii) i z tego powodu nie należało ich pomijać. 
      Jako MONAR nie jesteśmy za depenalizacją̨ wszystkich narkotyków. Uważam, że narkotyki takie jak kokaina, heroina, są poważnymi używkami. Nie wiem, czy ten ruch będzie komukolwiek pomagał. Nie ma uzasadnień, żeby wszystko depenalizować.      
Jolanta Łazuga-Koczurowska, prezes zarządu MONAR
- Musieliśmy dotknąć tego problemu szeroko, choć trzeba przyznać, że ze statystyk wynika, iż większość osób zatrzymanych za "małe ilości", posiadało marihuanę - wyjaśnia.

Uprawa do celów leczniczych, amnestia dla skazanych

To nie wszystko. Jak się dowiadujemy, Ruch Palikota chce także zalegalizować uprawę marihuany do celów leczniczych. O limicie uprawy decydowałby lekarz-psychiatra w porozumieniu z pacjentem.

Poza tym w projekcie ustawy znajduje się postulat, by wprowadzić swojego rodzaju amnestię dla skazanych za posiadanie narkotyków na własny użytek. Ich kara zostałaby zatarta.

"Szaleństwo", "ukłon w stronę mafii"

Ustawa Ruchu Palikota ma jednak niewielkie szanse na powodzenie. Wszystkie partie parlamentarne w rozmowie z tvn24.pl projekt przekreślają.

- Platforma Obywatelska nigdy nie zgodzi się na jakąkolwiek legalizację narkotyków - komentuje krótko Małgorzata Kidawa-Błońska z PO. Jej zdaniem najnowsza nowelizacja, według której prokurator może odstąpić od ścigania osoby posiadającej małe ilości narkotyków, jest wystarczająca.

- Wysadzimy w powietrze w pierwszym czytaniu. To szaleństwo - dodaje Eugeniusz Kłopotek z PSL. 

Od piątku prokurator, w niektórych przypadkach, może odstąpić od ścigania...czytaj więcej »


Koalicji wtórują partie opozycyjne. - Nie zgadzamy się na legalizację jakichkolwiek narkotyków. Za wszelką cenę będziemy chronić naszych dzieci - zapewnia Mariusz Antoni Kamiński z PiS.

- Solidarna Polska jest przeciwna wszystkiemu, co może przyczynić się do wzrostu przestępczości, a ten projekt jest wielkim ukłonem w stronę mafii - ocenia z kolei Beata Kempa z Solidarnej Polski. I dodaje: - To typowo populistyczne hasła. Palikot po prostu nie ma nic do zaoferowania młodzieży.

Wobec projektu krytyczny jest również SLD, którego część posłów popiera posiadanie marihuany na własny użytek. - Chyba wymyka to (projekt ustawy - red.) się panu Palikotowi spod kontroli. Wątpię, żeby była u nas zgoda na posiadanie twardych narkotyków - mówi rzecznik SLD Dariusz Joński, ale dodaje, że partia najpierw będzie chciała zapoznać się z treścią projektu ustawy.

Dopytywany o poparcie legalizacji marihuany do celów medycznych, co w poprzedniej kadencji postulowało SLD, Joński odpowiada: - Nie ma jedności w klubie, ale prawdopodobnie większość byłaby za.
      Wysadzimy w powietrze w pierwszym czytaniu. To szaleństwo.      
Eugeniusz Kłopotek, PSL


MONAR na nie

Przeciwny projektowi Palikota jest też MONAR. - Nie jesteśmy za depenalizacją̨ wszystkich narkotyków. Uważam, że narkotyki takie jak kokaina, heroina, są poważnymi używkami - mówi Jolanta Łazuga-Koczurowska, prezes zarządu stowarzyszenia pomagającego narkomanom.

Liberalizacja bez poparcia

W 2000 roku wprowadzono w Polsce prawo zakazujące posiadania jakiekolwiek ilości narkotyków. Do tego czasu można było posiadać niewielkie ilości tzw. narkotyków miękkich, postulat liberalizacji przepisów podnoszony był nieraz (zawsze bezskutecznie).

W kwietniu z inicjatywy ministerstwa sprawiedliwości uchwalono nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Według niej prokurator może odstąpić od ścigania za posiadanie środków odurzających lub substancji psychotropowych, gdy dana osoba ma nieznaczne ilości narkotyków na własny użytek i nie jest dilerem. Prawo weszło w życie w ubiegłym tygodniu.
      To wstępny projekt przygotowany przez ruch Wolne Konopie, będzie przedmiotem dyskusji Klubu Parlamentarnego Ruchu Palikota. RP zamierza złożyć dokument do marszałka po dyskusji ze środowiskami eksperckimi, Wolnymi Konopiami, oraz po uzyskaniu akceptacji Klubu Parlamentarnego Ruchu Palikota. Ruch Palikota jest stanowczo za tym, żeby nie karać za posiadanie niewielkiej ilości marihuany.      
Rzecznik Ruchu Palikota, Andrzej Rozenek

29 stycznia 2011

Kwas znaleziony przez policję

Washington Man Arrested Near Lakeview With Marijuana, LSD, Mushrooms

Oregon State Police troopers arrested a Seattle, WA man Tuesday, after ten pounds of marijuana, psilocybin mushrooms and LSD were all found in his vehicle. Troopers pulled over Russell Jay Heller, 46, for speeding Tuesday afternoon. During an investigation, the drugs were found throughout the vehicle. Heller was arrested, taken to Lake County Jail, where he faces a long list of charges, including Unlawful Possession, Delivery and Manufacture of a Controlled Substance, two counts of Unlawful Possession of a Schedule I Controlled Substance, as well as an outstanding warrant from Jackson County.



21 lipca 2010

Rybie pseudo LSD

Może już niedługo wszelkiego rodzaju koneserzy narkotyków po porcję halucynogennych przysmaków nie będą chodzić do dilera, tylko do ekskluzywnych restauracji.
Ryby z gatunku sarpa salpa mają ciekawą właściwość. Zjedzone powodują u smakosza halucynacje podobne do tych, które powoduje LSD. Zwierzęta te, głównie zamieszkujące morze śródziemne oraz wybrzeża afryki ostatnio coraz częściej zapuszczają się nawet w granice UK.
Co prawda ryby te są podawane w restauracjach śródziemnomorskich, lecz podawane są bez głowy. A to właśnie zjedzenie głowy powoduje wielogodzinne, a nawet wielodniowe nierealne wizje. Działa tak na człowieka (czy innego jedzącego) plankton, którym ryba się żywi.
W 2006 roku dwoje smakoszy przez wiele dni cierpiało na halucynacje i koszmary senne spowodowane źle przygotowaną sarpa salpa zjedzoną w jednej z restauracji w południowej Francji. http://www.neurotyk.net/2009/05/rybi-lsd/

LSD w walce z alkoholizmem


Druga z dwunastu tradycji Anonimowych Alkoholików brzmi: „Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.”. Niektórym wydać się może dziwne, że uzależnienie od alkoholu łączy się tak mocno z elementami religijnymi. Historia walki z tym uzależnieniem pokazuje jednak, że obie te sfery, alkoholowej choroby i duchowej głębi, zaskakująco często się przecinają.
Uzależnienie od alkoholu przyciągnęło uwagę medycyny dopiero w pierwszej połowie XX wieku, kiedy to alkoholizm zaczęto traktować jako problem zdrowotny, a nie natury upadku moralnego. Lata pięćdziesiąte były przełomowe i wpuściły alkoholizm na salony szpitalne. Dlaczego jednak doszło do tak radykalnej zmiany nastawienia wobec tego problemu?
Profesor E. M. Jellinek, pracownik uniwersytetu Yale, był jednym z pionierów badań na temat wpływu alkoholu na ludzi – prowadzono pierwsze doświadczenia kliniczne, a naukowe podejście do sprawy owocowało zdobywaniem dowodów, że alkoholizm ma podłoże genetyczne, biologiczne, a zatem powinien być leczony przez lekarzy.
Innym wytłumaczeniem może być ekspansja budowanych przez stany ośrodków pomocy dla alkoholików. Rząd, pompując pieniądze w projekty walki z problemami społecznymi, zaczął zaliczać owe ośrodki pomocy do systemu zdrowotnego. Sami przedstawiciele przemysłu alkoholowego popularyzowali alkoholizm jako biologiczne zaburzenie – bo skoro uzależnienie jest chorobą, to dotyka ona tylko dane jednostki, nie mnie – i tak skoczyły zyski piwnych magnatów.
W 1950 roku psychiatra Humphry Osmond, pracujący w szpitalu St George’a w Londynie, razem ze swoim kolegą Johnem Smythies’em, badali reakcje ludzi na stany indukowane chemicznie. Wyjątkowym zainteresowaniem darzyli meskalinę, którą po dwóch latach badań posądzili o wywoływanie symptomów schizofrenii, łącznie z halucynacjami, urojeniami, niezorganizowanymi myślami i takim też zachowaniem (nic dziwnego, że Witkacy lubił ten przysmak). Dalsza praca pozwoliła ustalić, że meskalina ma zaskakująco podobną strukturę do adrenaliny. Stworzono więc teorię, jakoby schizofrenia była rezultatem biochemicznego rozregulowania u chorego.
Osmond jednak nie zainteresował tematem reszty kolegów i nie mógł kontynuować badań w Londynie. Przeniósł się do Kanady, gdzie w szpitalu dla psychicznie chorych w Weyburn poznał Abrama Hoffera. Razem dzielili ciekawość co do odmiennych stanów indukowanych chemicznie, a zainteresowanie meskaliną wkrótce zapoznało Osmonda z dietyloamidem kwasu D-lizergowego, potocznie zwanym LSD. To była miłość od pierwszego wejrzenia – symptomy zażycia podobne do meskaliny, jednak o wiele mocniejsze. Badania nad tym specyfikiem LSDpotwierdzały wcześniejszą hipotezę o biochemicznym niepokoju, bowiem narkotyk ten powodował unikalne, bardzo głębokie przeżycia. Jednakże wczesne eksperymenty ukazały również psychiatrom drogę do nowej terapii. Stany wywołane LSD powodowały pojawienie się u ochotników nowych poziomów samoświadomości. Badani, wracając pamięcią do tego co zaszło podczas „tripu”, twierdzili, że udało im się spostrzec swoją sytuację rodzinną, osobistą, w społeczności z odleglejszej perspektywy. Niektórzy określali to uczucie jako mocno duchowe. Osmond i Hoffer zaczęli się zastanawiać, czy wywołanie takiego stanu u człowieka może wpłynąć na zmianę jego zachowań, nawyków… W 1953 roku rozpoczęły się więc testy na alkoholikach.
Pomysł na wykorzystanie tej grupy ludzi zrodził się z bardzo późnej rozmowy obu badaczy. Porównali oni stan po zażyciu LSD do delirium tremens. Pomysł wydał się tak dziwny, że aż oboje się zaśmiali. Ale ponieważ o 4 nad ranem każdy dziwny pomysł jest dobry, gdy śmiech ustał, zaczęli oni snuć nowe hipotezy eksperymentalne. Około 10% alkoholików cierpiących na delirium kończy swoje życie dość marnie, dla pozostałych może to być jednak punkt zwrotny i wyjście do skutecznej terapii. Jeśli LSD wywołuje tak zwaną delirkę, specyfik ten może stać się furtką skutecznej terapii uzależnienia…
Pierwszymi pacjentami była para, mężczyzna i kobieta, potraktowani dawką 200 mikrogramów LSD. Dawka była dopasowana na zasadzie, że skoro mniejsze ilości indukują u zdrowych ludzi delirium tremens, u alkoholików potrzeba czegoś więcej(1). Wynik tego pierwszego eksperymentu? Mężczyzna przestał pić i pozostał trzeźwy przez 6 miesięcy (po czym skończyła się obserwacja).Kobieta jednak pozostała w szponach nałogu. Czyli, jakby nie patrzeć, 50% szansa na uzdrowienie. Po eksperymentach na ponad 700 pacjentach raportowali podobne wyniki. Hoffer uważał, że to samo doświadczenie jest kluczowym czynnikiem w terapii, a nie spowodowana zażyciem zmiana biochemiczna w mózgu. W ten sposób, z działki czysto psychiatrycznej, metoda ta zaczęła być przesuwana w rejony psychoterapii, gdzie większe znaczenie ma przeżywanie subiektywne.
Widząc podniesione brwi powątpiewania u kolegów po fachu dwaj badacze postanowili lepiej obudować teoretycznie swoje trudne do sklasyfikowania wyniki. Z pomocą przyszła stara teoria o adrenalinie u schizofreników. Hormon ten okazał się również obecny w znacznym stopniu u osób przeżywających delirium. Tym razem więc biochemiczna nierównowaga stała się teoretyczną przyczyną nadmiernego picia.
Jake Calder, dyrektor biura ds. alkoholizmu w placówce Osmonda i Hoffera, również wierzył w siłę LSD jako medycznego środka przeciwko uzależnieniu. Twierdził on, że chociaż medycyna dała dużo alkoholikom określając ich stan w ramach biologicznej, a nie moralnej niedyspozycji, to jednak większość teorii niesłusznie doświadczanie alkoholizmu odcina od duchowego i społecznego aspektu. Zażycie LSD, jako wielce głębokie i silne doznanie, jest więc uzupełnieniem podstawowej terapii. Tymczasem nasi dwaj główni badacze doszli do wniosku, że to jednak nie podobieństwo do delirium tremens jest siłą narkotyku, lecz nagłe wypłynięcie wypartego, tłumionego wcześniej materiału, lub, w innych wypadkach, poczucie religijnej przemiany. Potwierdzały to analizy poszczególnych przypadków. Ochotnicy często mieli trudności ze znalezieniem słów na to co przeżyli przebywając pod wpływem LSD – ta niemożność wyrażenia siebie stała się mocną zagwozdką dla eksperymentatorów. Jednak można było znaleźć względnie stałe elementy przejawiające się u leczonych alkoholików, a które dobrze opisuje fragment z raportu psychiatrycznego:
Momentalnie zdobył jedność z Bogiem. Miał wizję, gdy leżał z zamkniętymi oczami, spiralnej klatki schodowej, gdzie rozmawiał z kimś innym. Okazało się to mieć dla niego wielkie znaczenie… wydaje się, że zdobył zrozumienie oraz wgląd w samego siebie.
Hoffer i Osmond dalej kontynuowali w Saskatchewan badania nad alkoholikami, którzy wyrazili chęć rzucenia nałogu. Starano się ustandaryzować spisywanie przeżyć przez pacjentów, tworzono formularze, zapiski obserwatorów o prawidłowej chronologii opisywanych przeżyć… jednak zawsze na końcu wąskim gardłem okazywały się słowa, które po prostu nie były w stanie opisać tego co zaszło. By lepiej zrozumieć opisywane przez ochotników doświadczenia większość obserwatorów również decydowała się spróbować narkotyku. By zobrazować Wam trudności przekazu – cytując jeden z dłuższych fragmentów sporządzonych przez badanego dzień po zażyciu LSD:
Jak mogę wytłumaczyć twarz, nikczemną, odpychającą i łuskowatą, którą wziąłem za rękę w czeluść piekielną, skąd przyszła, by następnie delikatnie usunąć tą łuskowatą rzecz z twarzy i zabrać ją za rękę wysoko, wysoko w stronę światła i zobaczyć twarz w pełni danego przez Boga piękna, tak wielkiego piękna, że naczynie nie może piękna utrzymać w środku, ale nie może wykipieć. Wydawało się, że moja głowa i ramiona i biodra na dole były oddzielone i mój żołądek był polem bitwy pomiędzy dobrem i złem… W końcu porozmawiałem [z doktorem] który wydawał się nie mieć problemów ze zrozumieniem rzeczy, które mu opisywałem, a które nie mogłem przelać na papier. To co czuję jest żywe i chciałbym być artystą i móc namalować to albo umieścić w muzyce czy wersie by podzielić się tym ze światem. To wydaje się być przeżyciem, które tylko ktoś kto widział skalę wszystkich emocji, poprzez LSD czy alkohol, może chociaż zbliżyć się do poznania czy uwierzenia nawet do tych najbardziej fantastycznych rzeczy które chcesz im przekazać. To wspaniałe uczucie móc wybrać czy iść do góry czy na dół. Zdecydowałem się iść do góry i czuć się czystym, świeżym i dobrym.

 Smith skategoryzował ten przypadek jako klasyczną reakcję psychodeliczną. Pacjent doświadczył duchowego przeżycia, walki dobra ze złem, która zmieniła go i sprawiła, że nabrał pewności siebie. Terapeuta uważał ten przypadek za zapewne terapeutycznie udany, ponieważ reakcja na LSD była mocno uduchowiona, co korelowało z późniejszym pozostawaniem w trzeźwości. Jednak nie tylko duchowość dobrze robiła alkoholikom – Smith za czynnik dobrze rokujący uważał też rozwinięcie nowego poziomu samoświadomości.
Wielość zbadanych przypadków pozwoliła badaczom wyciągać ogólne wnioski na temat charakteru terapii. Fundamentalnym odkryciem odnośnie psychodelicznych narkotyków była ich zdolność do wywoływania ogólnego odczucia bycia w jedności ze światem. Obserwacje ukazały możliwość LSD do wytwarzania głębokich doświadczeń prowadzących do osobistego wglądu, zrozumienia samego siebie, rodzaju transcendencji, duchowego oświecenia. Idąc dalej, doszli do wniosku, że stan ten, wywołany przez narkotyk, był terapeutyczny. Reszta świata medycyny jednak nie uwierzyła na słowo honoru.
Na pierwszy ogień poszły metodologiczne niedoskonałości przy próbie łączenia koncepcji medycznych, socjologicznych, psychologicznych, a w końcu i duchowych w kwestii wyjaśnienia źródeł alkoholizmu. Krytyce poddano też kryteria doboru kandydatów do eksperymentów, wszak większość zgłoszonych osób wyraziło bardzo znaczącą chęć zmiany. Osmond i Hoffer poproszeni zostali o powtórzenie wyników przy użyciu różnorodnych prób kontrolowanych.
Główna organizacja działająca w temacie badań nad narkotykami i alkoholem w Kanadzie, Fundacja Badań nad Uzależnieniami (Addictions Research Foundation) w Toronto wkroczyła w środek tej debaty przeprowadzając własną serię eksperymentów z użyciem LSD. W serii publikacji skrytykowali oni wcześniejsze badania za brak odpowiedniego przygotowania naukowej metodologii. ARF stwierdziło, że przedstawione wcześniej konkluzje z badań nad tego typu terapią LSD wprowadzają w błąd, ponieważ nie zaistniały odpowiednie czynniki izolujące wpływ narkotyku od innych zmiennych, które mogły wpłynąć na jakość leczenia.
Rzucona rękawica została podniesiona – w 1962 roku psychiatra Sven Jensen przeprowadził pierwszą w pełni kontrolowaną próbę terapii alkoholizmu LSD. Wyniki opierał na analizie 3 grup – pierwszy zespół alkoholików otrzymał LSD pod koniec pobytu w szpitalu (trwającego zazwyczaj kilka tygodni), drugi otrzymał terapię grupową. Trzecia grupa była leczona przez kolegów Jensena standardowo stosowaną terapią (sesje indywidualne, terapia środowiskowa, hospitalizacja). Eksperyment trwał dwa lata – sprawdzanie stanu pacjentów miało miejsce 6 i 18 miesięcy po badaniu. Wyniki pokazały, że 38 pacjentów z 58 osobowej grupy „LSD” (65%) pozostało trzeźwych przez cały okres po badaniu właściwym. Wynik całkiem wysoki, biorąc pod uwagę grupę drugą, gdzie kieliszka nie tknęło tylko 7 osób z 38 (18%). Jednak nawet ten wynik jest obiecujący, gdy spojrzymy na trzecią drużynę – abstynencja w 4 przypadkach na 35 (11%)…
W międzyczasie psychiatra Colin Smith rozpoczął swoje badanie. 24 ochotników zostało zaproszonych na 2-4 tygodniowy pobyt w szpitalu. We wczesnej fazie lekarz zachęcał ich do rozmowy na temat problemu alkoholowego. Podczas ostatnich dni tej wizyty pacjenci dostali pojedynczą dawkę od 200 do 400 mikrogramów LSD lub pół grama meskaliny. Wiedząc mniej więcej jak delikwenci mogą zareagować na narkotyk (omamy, przeładowanie zmysłów, błędna percepcja czasu…) Smith stworzył im środowisko pełne bodźców. Ochotnicy cały czas mieli za towarzysza pielęgniarkę bądź psychiatrę, mogli oddawać się malowaniu, ścinaniu kwiatów, słuchaniu muzyki, rozmowie. Po 8 godzinach, kiedy doświadczanie przestawało być tak dotkliwie inne, pacjenci wracali do swoich pokoi gdzie mogli wziąć lek na dobry sen. Następnego ranka proszeni zostali o sporządzenie pisemnego opisu swojego przeżycia.
Ochotnicy zostali jeszcze kilka dni w szpitalu, gdzie Smith radził im odnowić swoje znajomości w środowisku Anonimowych Alkoholików(2). Wyniki,aasporządzone ze szczegółowych wywiadów tak z zainteresowanymi, jak i ich rodzinami czy przyjaciółmi, świadczyły jednoznacznie – nikomu się nie pogorszyło. 12 pacjentów pozostało na tym samym poziomie zaawansowania chronicznego picia, 6 pacjentów zanotowało poprawę swojej alkoholowej sytuacji a kolejna 6 pozostała w trzeźwości 3 miesiące i 3 lata po eksperymencie. Jednak badanie to nie tyle potwierdza skuteczność LSD jako leku, lecz pokazuje jak dużo zależy od społecznego zaangażowania wokół osoby chorej. Całkowita abstynencja wiązała się z pomocą klubu AA, rodziny, znajomych, ze zmianą otoczenia, przyzwyczajeń. To właśnie te wszystkie zachowania skojarzone z alkoholem okazały się czynnikami w znacznym stopniu skłaniającym do sięgnięcia po kieliszek.
ARF nie pozostało dłużne. Smart, Storm, Baker i Solours zaprojektowali eksperyment izolujący efekt narkotyku przed analizą jego skuteczności. Podawali LSD ochotnikom i następnie zasłaniali im oczy opaską lub/i fizycznie krępowali ich ruchy. Poinstruowali obserwatorów by nie kontaktowali się z osobami badanymi, stwarzając środowisko w minimalnym stopniu zanieczyszczające efekt działania narkotyku bodźcami. Badanie miało za zadanie wyjaśnić, czy to LSD ma właściwości terapeutyczne, czy to entuzjazm eksperymentatorów i obserwatorów wpływał na wyniki. Ochotnicy z badania ARF wykazali nikłą poprawę, jednak ogólnie nie była ona tak wielka jak wyniki terapii Hoffera i Osmonda. Konkluzją badania było oznaczenie LSD jako nieefektywnego środka terapeutycznego gdy jest on testowany w kontrolowanych warunkach, co z metodologiczną siłą było dość ciężką krytyką dla kwasowych opozycjonistów.
Lecz to właśnie do tej żelaznej metodologii przyczepiła się grupa z Saskatchewan. Stwierdzili oni, że sama konstrukcja eksperymentu wymuszała nieudolne wyniki terapii. Zmniejszenie komfortu przeżywanego doświadczenia powoduje pojawienie się reakcji lękowych, co utrudnia, lub wręcz uniemożliwia poprawne leczenie. Dodatkowo, z własnych doświadczeń wiedzą, że środowisko ma bardzo duży wpływ na proces zmiany – nie wiadomo czy narkotyk czy otoczenie jest ważniejsze, lecz trzeba oba czynniki brać pod uwagę. Dlatego też badanie ARF nie wyjaśniło charakterystyki terapii, lecz pokazało tylko, że istnieje jakaś reakcja na podanie LSD. Eksperymenty leciały dalej…
Dania, rok 1962 – publikacja badania, które we wnioskach konkluduje, że LSD powoduje u ochotników wysoki poziom lęku i niepokoju, co strachem skłania ich do pozostania w trzeźwości. Odbijają się więc echem wcześniejsze teorie o delirium tremens. Czechosłowacja, rok 1966 – badanie określa skuteczność LSD jako „dobrą” w przypadku leczenia zaburzeń osobowości.
Wracając do alkoholizmu, to psychiatrzy z USA pokusili się nawet o stworzenie podwójnej ślepej próby. W 1971 roku zostało przeprowadzone badanie na 135 chronicznych alkoholikach. „Psychodelic peak therapy”, jak nazwali ją twórcy, polegała na łączeniu psychoterapii z sesjami LSD które miały wyzwolić pozytywne grofdoświadczenie prowadzące do wglądu. Prawdopodobnie inicjatorem samej idei był Stanislav Grof, który zajmował się taką właśnie „turbopsychoanalizą” u siebie w Czechosłowacji. Eksperyment polegał na podzieleniu pacjentów na 2 grupy – 450 mikrogramów oraz 50 mikrogramów LSD podawanego podczas sesji. Ochotnicy byli następnie sprawdzani 6, 12 i 18 miesięcy po skończeniu terapii w szpitalu. Grupa wysokiej dawki po 6 miesiącach statystycznie lepiej punktowała na skali ogólnego dostosowania oraz zachowania związanego z piciem. Później wyniki wyrównywały się, także kolejne okresy nie przedstawiały istotnej różnicy. Obie grupy jako całość wypadły jednak znacząco lepiej na tle grupy tylko hospitalizowanej. Im później jednak tym mniej tego typu badań zostało przeprowadzanych. Debata nad skutecznością trwa więc dalej.
Zwolennicy tej chemicznej terapii, wpadając w coraz bardziej filozoficzne wyjaśnienia zbliżają się do krawędzi głównego nurtu badań medycznych. Rozwój innych medykamentów, leków antypsychotycznych i antydepresyjnych sprawił, że leczenie farmakologiczne nabrało bardziej prostego i płytkiego wymiaru. Leki zaczęły dawać wymierne rezultaty w obniżaniu symptomów choroby potwierdzone wielokrotnie w kontrolowanych próbach przy coraz bardziej wyśrubowanych warunkach.
Terapia LSD jawiła się jako jeden intensywny punkt zwrotny zmieniający człowieka. Hoffer i Osmond wyszli z teorii o nierównowadze biologicznej u alkoholików, lecz wyjaśnienie to okazało się nie określać w całości tego, co działo się na sesjach. Częste odnoszenie się do Boga aż prosiło się by uwzględnić je w hipotezach wyjaśniających rezultaty, a wysoka skuteczność wykazywana przez sympatyków sprawiała, że LSD rosło do rangi prostej i pewnej metody zwalczenia alkoholowego problemu w całym społeczeństwie. Hurraoptymizm rozbił się o mur metodologii testów klinicznych, co do której narkotyk nie mógł się odnieść. Komentowanie wyników wczesnych badań pozwoliło jednak spopularyzować walkę z problemem alkoholowym, skłoniło badaczy do konstruowania coraz bardziej obiektywnych eksperymentów oraz zwróciło uwagę na kulturowe i społeczne aspekty tej choroby – co z kolei pozwoliło stworzyć prężnie i skutecznie działającą grupę Anonimowych Alkoholików.
Lecz dostrzec możemy też negatywne skutki szału na punkcie LSD. W 2002 roku National Health Service (NHS) zgodził się wypłacić 195.000 funtów 43 byłym pacjentom szpitala psychiatrycznego, ponieważ byli oni poddani terapii LSD w latach 1950-1970. Nie byli jednak alkoholikami, lecz osobami cierpiącymi na ciężką depresję, schizofrenię czy depresję poporodową. Psychiatrzy przesadzali więc ze stosowaniem „cudownego leku”, podobnie jak to miało miejsce z lobotomią.
LSD jest jedną z najbardziej aktywnych psychodelicznie znanych człowiekowi substancji. Jest toksyczna, zaburza percepcję nie tylko otaczającego nas świata, ale także tego wewnętrznego, wpływa na rozumienie, samoświadomość. Rezultat zażycia tego narkotyku zawsze jest niewiadomą – na pewno jednak jest on znaczący i głęboki, zwłaszcza w dużych dawkach. Wymienione wyżej eksperymenty rzeczywiście uwydatniają jakąś moc LSD, prześledzić muszę jednak jeszcze wielkość tej zmiany zachowania, bo coś mi się wydaje, że nie ogranicza się ona tylko do odstawienia wieczornego piwka.
A jak Wam się widzi taka terapia?

(1)Osmond, i inni, odkrywali odpowiednie dawkowanie poprzez eksperymentowanie na sobie.
(2)Sam Bill W., założyciel AA, po przeczytaniu wyników badań eksperymentował z LSD jako środkiem przeciwko chorobie alkoholowej. Po kilku sesjach przerwał, jako że kłóciło się to z jego rolą w organizacji poświęconej wytrwaniu w trzeźwości. Nie przestał jednak korespondować z Hoffnerem i Osmondem oraz zachęcać ich do przedstawiania koncepcji duchowości w terapii uzależnień.
Z ciekawostek:
Agresywne myszy pod wpływem LSD stają się bardziej agresywne, a te bardziej obronne, jeszcze spokojniejsze. LSD zdaje się więc wydobywać i wzmacniać najbardziej charakterystyczną cechę osobowości.

Dyck, Erika. 2006. “‘Hitting Highs at Rock Bottom’: LSD Treatment for Alcoholism, 1950-1970.” Social History of Medicine 19, no. 2: 313-329. SocINDEX with Full Text, EBSCOhost (accessed February 16, 2010).
Krsiak M, Borgesova M, Kadlecova O. LSD-accentuated individual type of social behaviour in mice. Activitas Nervosa Superior [serial online]. August 1971;13(3):211-212. Available from: PsycINFO, Ipswich, MA.

17 lipca 2010

LSD & The Passion Of Christ


"Bad trips" on LSD result from the eleven-hour forced introspection that the drug creates. Most cannot stand to look that closely at themselves, certainly not for that long. That's why Leary and company were getting complete cures of psychotics after five or six guided LSD trips, of course, before the government stepped in and outlawed the drug. Well, this movie ["The Passion of Christ," by Mel Gibson] is like being on acid for two straight hours, only the subject isn't yourself, it is Jesus Christ. -- Edgar J. Steele

24 kwietnia 2009

Wikipedia - podstawowe informacje

informacje ogólne

Jest to jedna z najaktywniejszych substancji psychodelicznych - 100 razy bardziej czynna biologicznie niż psylocybina i 4000 razy bardziej niż meskalina. Po raz pierwszy LSD zostało zsyntetyzowane w 1938 r. przez szwajcarskiego chemika Alberta Hofmanna w laboratoriach firmy Sandoz (obecnie Novartis). Początkowo planowano wykorzystać tę substancję jako lek działający pobudzająco na układ krwionośny i oddechowy. W trakcie dalszych badań poznano jego psychodeliczne właściwości. Lek był w latach 40. i 50. XX wieku stosowany w psychiatrii. W latach 60. i 70. XX w. jako narkotyk LSD uzyskało popularność w pewnych kręgach młodzieży szczególnie związanych z ruchem hipisowskim.

LSD weszło w krąg zainteresowań CIA, która rozpoczęła w latach 50. XX w. eksperymenty z jej wywiadowczym i militarnym zastosowaniem. Projekt ten znany jest pod kryptonimem MKULTRA. Choć nie ma na to dowodów, przypuszcza się, że sowiecki wywiad (GRU) także mógł wykorzystywać lub planować wykorzystanie LSD w swej działalności.

Zgodnie z wynikami badań prof. Davida Nutta z Bristol University i członka rządowej Komisji Doradczej ds. Nadużywania Narkotyków (ACMD) LSD jest jedną z najmniej groźnych substancji psychoaktywnych. W jego klasyfikacji używek LSD zajmuje miejsce czternaste z dwudziestu, podczas gdy alkohol piąte.

-------------------------------------------------------------------------------------

Działanie

LSD jest agonistą receptora 5-HT2A. Serotonina jest jednym z neuroprzekaźników występującym głównie w centralnym układzie nerwowym. LSD działa na zasadzie sprzężenia zwrotnego dodatniego, krótkotrwale obniża poziom serotoniny, co prowadzi w efekcie do jej nadprodukcji. Kiedy, po ok. 150-240 minutach, LSD w wyniku rozpadu przestaje oddziaływać z komórkami, następuje nagły wzrost przewodnictwa -- impulsy między neuronami są silniejsze, co prowadzi do wykorzystywania połączeń, które w normalnym stanie (bez nadmiaru neuroprzekaźnika) nie byłyby wykorzystane, bądź miałyby mniejszy wpływ na reakcję mózgu. Może to prowadzić — w zależności od ilości — do potęgowania odczuć, halucynacji, synestezji oraz do trwałych zmian w strukturze połączeń między neuronami — co może mieć zarówno dobry, jak i zły skutek.

Stosunkowo rzadkim zjawiskiem są flashbacki — po tygodniach, miesiącach, nawet latach od zażycia środka przejawiają się epizodycznie niektóre efekty LSD, które trwają od kilku sekund do kilku godzin. Gdy te nawroty są chroniczne, mówi się o HPPD (Hallucinogen Persisting Perception Disorder) (wg DSM-IV).

Okres działania LSD nazywa się potocznie słowem trip (ang. trip - podróż). Pojawiają się efekty sensoryczne: wzmocnienie percepcji zmysłowej lub częściej jej zaburzenia (szczególnie wzrokowe, rzadziej dotykowe lub proprioceptywne), efekty synestetyczne, zaburzenia poczucia czasu. W większości przypadków pojawiają się bardzo przyjemne uczucia, często opisywane jako mistyczne (np. zjednoczenia z całym wszechświatem, bezpośredniego odczuwania obecności bóstwa). Po zażyciu LSD może pojawić się zjawisko zwane bad trip, często wiązane z negatywnym stanem emocjonalnym, wzmacnianym przez LSD.

-------------------------------------------------------------------------------------

Historia

LSD zostało zsyntetyzowane z nadzieją, że będzie lekiem działającym rozkurczowo na macicę w trakcie porodu oraz że będzie miało działanie stymulujące. Albert Hofmann zawiódł się na LSD, gdyż liczył, że będzie ono przydatnym lekiem. Podczas swoich badań zauważył jednak, że zwierzęta, którym podano LSD, były bardzo niespokojne. Zarzucił badania nad LSD i zajął się innymi pochodnymi kwasu lizergowego.

Po pięciu latach z bliżej nieznanych przyczyn postanowił jednak wrócić do badań nad tym związkiem. Pewnego dnia podczas tych badań poczuł się nienaturalnie zmęczony i postanowił położyć się spać. Gdy leżał, stan zmęczenia i przyjemnego odurzenia się wzmagał i towarzyszyły temu niewyraźne halucynacje, stan ten po dwóch godzinach minął. Wywnioskował, że w jakiś sposób któraś z substancji, które aktualnie miał w laboratorium, dostała się do jego organizmu, podejrzenie padło właśnie na LSD. Następnego dnia postanowił przeprowadzić eksperyment na samym sobie. Odmierzył sobie dawkę 0,25 mg (250 µg) i rozpuścił w wodzie.

Jak później opisywał swoje doznania, "po godzinie demon opanował moją duszę", był niezwykle przerażony i sądził, że umiera. "Wszyscy ludzie, których widziałem, mieli na sobie straszne maski". Lekarz, który go zbadał, stwierdził jednak tylko trochę powiększone źrenice. Postanowił więc pojechać do domu - na rowerze, co stało się później legendą często przedstawianą na znaczkach nasączanych LSD. Odurzenie stopniowo ustępowało i uspokajał się.

Później Albert Hofmann opowiadał swoim znajomym o swoich doświadczeniach z LSD, w większości jednak nie chciano mu wierzyć, gdyż w tym czasie nie znano jeszcze związków, które w tak małej dawce mogą mieć tak silne działanie. Później jednak wielu chemików, psychologów i psychiatrów przeprowadziło na sobie eksperymenty z LSD, które w pełni potwierdziły obserwacje Hofmanna. Halucynacje wywoływane tą substancją inspirowały także artystów, m.in. niemieckiego pisarza Ernsta Jüngera, znajomego Hofmanna, który opisał swoje doświadczenia z LSD w książkach "Strahlungen" i "Drogen und Rausch".

Aldous Huxley na łożu śmierci kazał sobie podać dawkę 200 µg LSD.

Firma Sandoz zaczęła produkować LSD jako lek w formie tabletek 25 µg i ampułek 100 µg pod nazwą handlową Delisyd. W latach 60. XX w. nasiliło się bardzo zjawisko pozamedycznego używania tego leku, zwłaszcza w środowisku hipisów. Po kilku latach dyrektor firmy Sandoz powiedział Hofmannowi

Lepiej, gdybyś tego LSD wcale nie wynalazł[10].

Kilka lat później (1967), FDA wykreśliła LSD z amerykańskiego lekospisu, co zmusiło firmę Sandoz do zaprzestania jego produkcji. Od tego czasu datuje się historia LSD jako nielegalnego narkotyku.

W 2001 roku policja w USA odkryła laboratorium produkujące LSD w silosie po rakietach atomowych. Znaleziono w nim 40,1 kg LSD, czyli około 401 milionów dawek po 100 µg. Alexander Shulgin prowadził również badania nad LSD i efekty swoich badań opisał razem z żoną Ann Shulgin w książce TiHKAL (opisuje metody syntezy i działanie wielu tryptamin, w tym LSD).

Innym badaczem wpływu LSD na umysł jest psychiatra Stanislav Grof. Efekty badań opisał w swoich książkach, z których w Polsce wydano "Przygoda odkrywania samego siebie", "Poza mózg - narodziny, śmierć i transcendencja" oraz "Obszary nieświadomości. Raport z badań nad LSD".

------------------------------------------------------------------------------------

Stan prawny

LSD w USA zdelegalizowano w roku 1967, w Polsce uznany jest za narkotyk. Znajduje się na wykazie substancji nielegalnych w grupie I-P, czyli nieprzydatnych w medycynie oraz groźnych dla zdrowia.