googleb4f6e4125b867f46.html

6 stycznia 2012

Blog Roku 2011


http://www.blogroku.pl/kategorie/kosciol-wyzwolenia-absolutnego-spelnienia-kwas-lsd,gwlx4,blog.html

ZAGŁOSUJ

5 stycznia 2012

Palikot chce walczyć o LEGALIZACJĘ LSD


Palikot chce walczyć o LEGALIZACJĘ nie tylko MARIHUANY, ale też małych ilości HEROINY, KOKAINY i LSD 

Proponowana przez polityków skupionych wokół Janusza Palikota nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zakłada już nie tylko legalizację tzw. miękkich narkotyków czyli m.in. marihuany. Palikot żąda więcej i chce pozwolić na posiadanie małych ilości twardych narkotyków, czyli: kokainy, heroiny, LSD. Na szczęście ustawa Palikota nie ma szans wejścia w życie, bo jednogłośnie sprzeciwiają się jej wszystkie partie w Sejmie.

Koalicja rządząca i opozycja jeszcze nigdy nie były tak zgodne w walce ze wspólnym przeciwnikiem. PO, PSL, PiS, Solidarna Polska, a nawet SLD, którego część posłów popiera posiadanie marihuany na własny użytek krytykują pomysł Ruchu Palikota, by zezwolić na posiadanie także małej ilości twardych narkotyków.

Jak dowiedział się portal tvn24.pl Palikot chce już nie tylko, by posiadanie do 50 gram nie było karane, a także by zalegalizować marihuanę do celów lecznicznych.  Politycy Ruchu Palikota poszli duży krok naprzód. Chcą pozwolić na posiadanie małych ilości tzw. twardych narkotyków, czyli heroiny, kokainy, LSD.

Z projektu ustawy wynika, że zgodnie z prawem, poza 30 gramami ziela konopi, można byłoby posiadać do 1 g amfetaminy, MDMA (substancji, z której wytwarzane są m.in. pigułki ecstasy), kokainy i heroiny, 500 mikrogramów LSD oraz do 1,5 tys. ml metadonu. Narkotyki nie byłyby też konfiskowane przez policję.

Za posiadanie większej ilości narkotyków nie groziłaby jeszcze kara pozbawienia wolności, ale grzywna i konfiskata.
-----------------------------------------------------


Heroina, kokaina, LSD. Palikot mówi "tak" nie tylko marihuanie

TVN24.PL: RP ZA DEPENALIZACJĄ NARKOTYKÓW TWARDYCH

Heroina, kokaina, LSD. Palikot mówi "tak" nie tylko marihuanie
Fot. PAP/Andrzej HrechorowiczRuch Palikota chce zdepenalizować m.in. amfetaminę, heroinę i kokainę
Ruch Palikota chce zezwolić na posiadanie nie tylko marihuany, ale i innych narkotyków, m.in. kokainy, heroiny i amfetaminy - wynika z projektu ustawy, do której dotarł portal tvn24.pl. - Nie zgadzamy się - jednogłośnie komentują propozycje RP wszystkie partie.
Projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii Ruch Palikota planuje złożyć w Sejmie jeszcze przed świętami.
      Musieliśmy dotknąć tego problemu szeroko, choć trzeba przyznać, że ze statystyk wynika, iż większość osób zatrzymanych za "małe ilości", posiadało marihuanę.      
Andrzej Rozenek, Ruch Palikota
W grę wchodzą dwa rozwiązania - mniej i bardziej restrykcyjne. Jedno zakładadepenalizację posiadania marihuany (ziela konopi) do 50 gramów, o czym tvn24.pl pisał już tydzień temu, łagodniejsze - do 30 g. Prawdopodobnie klub RP przychyli się do tego drugiego scenariusza.

Trzy kroki: Małe ilości, grzywna, więzienie

Jednak partia na depenalizacji "trawki" nie zamierza poprzestać. Chce także pozwolić na posiadanie małych ilości innych, także tzw. twardych narkotyków.

Z projektu ustawy wynika, że zgodnie z prawem, poza 30 gramami ziela konopi, można byłoby posiadać do 1 g amfetaminy, MDMA (substancji, z której wytwarzane są m.in. pigułki ecstasy), kokainy i heroiny, 500 mikrogramów LSD oraz do 1,5 tys. ml metadonu. Substancje te nie byłyby też konfiskowane przez policję.

Przy posiadaniu większej ilości któregoś ze środków odurzających, nie groziłaby jeszcze kara pozbawienia wolności, ale grzywna i konfiskata: 0,5-2 tys. zł za posiadanie do 100 g ziela konopi, 1 tys. mikrogramów LSD i 2 tys. ml metadonu oraz 5-5 tys. zł za posiadanie do 3 g amfetaminy, MDMA oraz 5 g kokainy i heroiny. 

Ruch Palikota w przyszłym tygodniu złoży w Sejmie projekt ustawy... czytaj więcej »


Dopiero po przekroczeniu tych limitów groziłoby więzienie. Podobnie sytuacja wyglądałaby, gdy ktoś będzie w posiadaniu dwóch i więcej rodzajów narkotyków naraz, np. marihuany i amfetaminy.

Jak tłumaczą twórcy ustawy (Ruch Palikota stworzył projekt przy współpracy z Inicjatywą Wolne Konopie), propozycja dekryminalizacji twardych narkotyków oparta jest na zasadzie "redukcji szkód i traktowania uzależnienia od narkotyków, jak takiej samej choroby, jak np. alkoholizm".

Rzecznik partii Andrzej Rozenek w rozmowie z tvn24.pl dodaje, że w nowelizacji zajęto się wszystkimi narkotykami, również twardymi, ponieważ są one wymienione w obecnej ustawie (o przeciwdziałaniu narkomanii) i z tego powodu nie należało ich pomijać. 
      Jako MONAR nie jesteśmy za depenalizacją̨ wszystkich narkotyków. Uważam, że narkotyki takie jak kokaina, heroina, są poważnymi używkami. Nie wiem, czy ten ruch będzie komukolwiek pomagał. Nie ma uzasadnień, żeby wszystko depenalizować.      
Jolanta Łazuga-Koczurowska, prezes zarządu MONAR
- Musieliśmy dotknąć tego problemu szeroko, choć trzeba przyznać, że ze statystyk wynika, iż większość osób zatrzymanych za "małe ilości", posiadało marihuanę - wyjaśnia.

Uprawa do celów leczniczych, amnestia dla skazanych

To nie wszystko. Jak się dowiadujemy, Ruch Palikota chce także zalegalizować uprawę marihuany do celów leczniczych. O limicie uprawy decydowałby lekarz-psychiatra w porozumieniu z pacjentem.

Poza tym w projekcie ustawy znajduje się postulat, by wprowadzić swojego rodzaju amnestię dla skazanych za posiadanie narkotyków na własny użytek. Ich kara zostałaby zatarta.

"Szaleństwo", "ukłon w stronę mafii"

Ustawa Ruchu Palikota ma jednak niewielkie szanse na powodzenie. Wszystkie partie parlamentarne w rozmowie z tvn24.pl projekt przekreślają.

- Platforma Obywatelska nigdy nie zgodzi się na jakąkolwiek legalizację narkotyków - komentuje krótko Małgorzata Kidawa-Błońska z PO. Jej zdaniem najnowsza nowelizacja, według której prokurator może odstąpić od ścigania osoby posiadającej małe ilości narkotyków, jest wystarczająca.

- Wysadzimy w powietrze w pierwszym czytaniu. To szaleństwo - dodaje Eugeniusz Kłopotek z PSL. 

Od piątku prokurator, w niektórych przypadkach, może odstąpić od ścigania...czytaj więcej »


Koalicji wtórują partie opozycyjne. - Nie zgadzamy się na legalizację jakichkolwiek narkotyków. Za wszelką cenę będziemy chronić naszych dzieci - zapewnia Mariusz Antoni Kamiński z PiS.

- Solidarna Polska jest przeciwna wszystkiemu, co może przyczynić się do wzrostu przestępczości, a ten projekt jest wielkim ukłonem w stronę mafii - ocenia z kolei Beata Kempa z Solidarnej Polski. I dodaje: - To typowo populistyczne hasła. Palikot po prostu nie ma nic do zaoferowania młodzieży.

Wobec projektu krytyczny jest również SLD, którego część posłów popiera posiadanie marihuany na własny użytek. - Chyba wymyka to (projekt ustawy - red.) się panu Palikotowi spod kontroli. Wątpię, żeby była u nas zgoda na posiadanie twardych narkotyków - mówi rzecznik SLD Dariusz Joński, ale dodaje, że partia najpierw będzie chciała zapoznać się z treścią projektu ustawy.

Dopytywany o poparcie legalizacji marihuany do celów medycznych, co w poprzedniej kadencji postulowało SLD, Joński odpowiada: - Nie ma jedności w klubie, ale prawdopodobnie większość byłaby za.
      Wysadzimy w powietrze w pierwszym czytaniu. To szaleństwo.      
Eugeniusz Kłopotek, PSL


MONAR na nie

Przeciwny projektowi Palikota jest też MONAR. - Nie jesteśmy za depenalizacją̨ wszystkich narkotyków. Uważam, że narkotyki takie jak kokaina, heroina, są poważnymi używkami - mówi Jolanta Łazuga-Koczurowska, prezes zarządu stowarzyszenia pomagającego narkomanom.

Liberalizacja bez poparcia

W 2000 roku wprowadzono w Polsce prawo zakazujące posiadania jakiekolwiek ilości narkotyków. Do tego czasu można było posiadać niewielkie ilości tzw. narkotyków miękkich, postulat liberalizacji przepisów podnoszony był nieraz (zawsze bezskutecznie).

W kwietniu z inicjatywy ministerstwa sprawiedliwości uchwalono nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Według niej prokurator może odstąpić od ścigania za posiadanie środków odurzających lub substancji psychotropowych, gdy dana osoba ma nieznaczne ilości narkotyków na własny użytek i nie jest dilerem. Prawo weszło w życie w ubiegłym tygodniu.
      To wstępny projekt przygotowany przez ruch Wolne Konopie, będzie przedmiotem dyskusji Klubu Parlamentarnego Ruchu Palikota. RP zamierza złożyć dokument do marszałka po dyskusji ze środowiskami eksperckimi, Wolnymi Konopiami, oraz po uzyskaniu akceptacji Klubu Parlamentarnego Ruchu Palikota. Ruch Palikota jest stanowczo za tym, żeby nie karać za posiadanie niewielkiej ilości marihuany.      
Rzecznik Ruchu Palikota, Andrzej Rozenek

5 czerwca 2011

Leary: prorok LSD i Internetu


ADAM SZOSTKIEWICZ

Nixon nazwał go wrogiem publicznym numer jeden, Stanisław Tokarski, polski specjalista od Orientu – „Hitlerem psychodeliki”. Timothy Leary zmarł dwa lata temu; nie wyrzekł się wiary w wolność zgłębiania potencjału psychiki.

W tym roku wyszła w Polsce jedna z jego najgłośniejszych książek, „Polityka ekstazy”. Oryginał ukazał się 30 lat temu, w „owym roku” 1968, kiedy bunt młodzieży i nonkonformistycznej inteligencji osiągnął apogeum. Leary zdobył sławę jako głosiciel wyzwalającej mocy LSD i radykalny krytyk tradycyjnej psychiatrii, a gdy bunt lat 60. się „ustatecznił”, zafascynował się rewolucją informatyczną.

SZALONY AKADEMIK
Przeciwnicy zrobili z niego niebezpiecznego szarlatana, świętokradczo wynoszącego chemiczny środek odurzający do rangi nowego sakramentu. Chemiczna ścieżka oświecenia, doświadczenie mistyczne w sekundę, no może w godzinę czy siedem? To nie mogło się podobać. A gdy do pochwały LSD jako środka rewolucjonizującego ludzką osobowość dodał Leary doktrynę swobody obyczajowej i skrajnie zdecentralizowanego systemu politycznego, stał się w oczach establishmentu „czarnym ludem” kontrkultury. Na „szalonego” akademika (studiował psychologię w Berkeley, w 1950 roku ogłosił rozprawę o „interpersonalnej diagnozie osobowości”, wykładał i prowadził eksperymenty na Harvardzie do roku 1963) spadły represje. Z uczelni wylano go pod pretekstem, że opuścił zajęcia bez zgody władz.
Przed ekspulsją Leary prowadził eksperymenty z środkami wywołującymi nieznane „normalnie” stany świadomości. Z grzybami halucynogennymi, doskonale znanymi Indianom, zetknął się w 1960 r. w Meksyku; po okresie wahań i oporów doszedł do wniosku, że „psychodeliki” istotnie poszerzają ludzką świadomość, pozwalają wręcz dotrzeć do wewnętrznej „boskości” i że mogą służyć celom terapeutycznym. Innymi słowy, odrzucił aksjomat, że środki psychodeliczne produkują jedynie stany typowe dla psychozy. Z tym przekonaniem wrócił na Harvard. W eksperymentach Leary’ego uczestniczyli jego koledzy z uczelni, studenci, więźniowie, poeci z pokolenia beatników, muzycy jazzowi. Okazało się, że w wielu przypadkach psychodeliki czyniły przyjmujące je osoby otwartymi na pozytywne przemiany. Na przykład większość więźniów nie popadła w ciągu dwóch lat od eksperymentu w recydywę.
W roku 1961 Leary po raz pierwszy spróbował LSD. Ten związek chemiczny, bezbarwny, bezwonny, łatwy w syntezie, aktywizuje układ nerwowy i świadomość człowieka, nie wywołując uzależnienia. W latach 50. i 60. jego wpływ na psychikę badano intensywnie w Czechosłowacji – czeskiego lekarza Stanislava Grofa, który wyemigrował do USA, uważa się za największego naukowego eksperta w tej dziedzinie. Grof twierdził, że w trakcie doświadczeń z LSD obserwujemy zjawiska wymykające się tradycyjnej psychologii Zachodu, możliwe natomiast do opisania językiem Jungowskiej psychologii głębi. LSD staje się więc wrotami, prowadzącymi na spotkanie ze światem bóstw, duchów złych i dobrych, bohaterów baśni i legend znanych wielu kulturom i religiom, a w końcu ze światem, w którym znika poczucie odrębności „ja” i pojawia się ekstatyczne doznanie tożsamości z Kosmosem i przenikającą go Świętością. Taka „podróż” przenosi nas poza rejon powszedniej percepcji. Ale dokąd?

„BYŁEM STUBARWNYM DYWANEM”
18 lat temu Jerzy S. Sito wydał małą książeczkę pod tytułem „LSD”, zawierającą zapis jego doświadczeń z tą substancją. Pisał: „Byłem stubarwnym dywanem, który wciąż się rozszerza. Ten rozrost był teraz inny; geometryczny, dźwiękowy. Wypryskiwałem na boki drobnymi cząstkami rysunku, tak właśnie jak dywan perski, rosnący pod ręką tkacza. (...) Ten wzór był tak doskonały w każdej swej cząstce, iż nie miał początku ni końca. Nie miał też centrum: przedziwne! Wybiegał z niczego, donikąd. Gdzie ja tu jestem, u licha? Co mnie właściwie stanowi? (...) Ciało moje jest dodatkiem do rytmu, który opuszcza i wznosi, opuszcza i wznosi; mechanizm jakiejś potwornej pompy. Wybiegam wraz z nim pod niebo i opuszczam się w głąb, w nieskończoność. To spółkowanie z wszechświatem nie ma cech erotycznych; nie mogę tego określić. Jest to przeżycie wspaniałe, w istocie swej erotyczne, lecz nie mające związku z żadnym doznaniem zmysłowym. W końcowych swych fazach jest tak intensywne, tak straszne, że znów graniczy ze śmiercią”.
Doświadczenia tego rodzaju musiały budzić zainteresowania psychologów i psychiatrów, a także artystów. Leary nie poddał się LSD bez oporu. Nie był „psychodelicznym populistą”, zachęcającym wszystkich i wszędzie do eksperymentów z „halucynogenami”. Przez pewien czas zgadzał się z Aldousem Huxleyem, że LSD nie powinno wyjść poza krąg „wtajemniczonych”. Huxley opisał swe przeżycia psychodeliczne w słynnych „Wrotach percepcji” (stąd nazwa rockowego zespołu Jima Morrisona „The Doors”, zdjęcie Huxleya umieścili Beatlesi na okładce „Sergeant Pepper’s Lonely Hearts Club Band”), wydanych w roku 1964. Huxleya z kolei zaznajomił z psychodelikami brytyjski psychiatra Humphrey Osmond, który używał meskaliny w terapii alkoholików (w tym samym celu sięgano w latach 50. i 60. po LSD). Wdowa po Huxleyu, Laura, opowiada, że jej mąż błagał Leary’ego, aby „trzymał gębę na kłódkę w sprawie LSD”. Autor „Nowego, wspaniałego świata” uważał, że środek wywołujący tak głębokie przemiany świadomości może być bardzo przydatny społecznie, bo w człowieku zawsze istnieje potrzeba „częstych chemicznych urlopów od niemożliwego do zniesienia ego”.
Leary, syn irlandzkich katolików, niedoszły absolwent wojskowej akademii West Point, ojciec dwojga dzieci, owdowiały po samobójstwie pierwszej, 35-letniej żony, tuż przed czterdziestką rozstał się ze światem establishmentu, by nigdy już doń nie powrócić. Rozstanie ułatwiła mu przyjaźń z poetą Allenem Ginsbergiem, który przekonał go, że podejście Huxleya było elitarne i groziło wystawieniem nowoczesnego, masowego społeczeństwa na łup „inżynierów dusz”, uzurpujących sobie prawo do decydowania, kto i na jakich warunkach ma mieć dostęp do technik i środków rewolucjonizujących ludzką świadomość. Kontakt z LSD zmienił gruntownie stosunek Leary’ego do świata. „Moje doświadczenie z »kwasem« mieści się w klasycznej definicji przeżycia mistycznego czy tak zwanego widzenia – tłumaczył po wielu latach eksperymentów z tym psychodelikiem – chce ci się śmiać, ale z czego? Z tego, co przedtem traktowałeś tak szalenie serio – że jesteś Brytyjczykiem czy Żydem, tym czy tamtym – gdy tymczasem tak naprawdę kłębi się w tobie niewyobrażalny chaos.”

KOMPUTER: NOWE LSD
„Misjonarska” działalność Leary’ego, propagującego publicznie – choć bez agitacji – psychodeliki nie wywoływała jednak śmiechu rządu. W roku 1970 Leary uciekł z więzienia w Kalifornii, gdzie odsiadywał 10-
-letni wyrok za posiadanie dwóch skrętów z marihuaną. Wraz z trzecią żoną opuścił Stany Zjednoczone, ale agenci CIA wytropili go i aresztowali w Afganistanie w 3 lata po ucieczce i sprowadzili z powrotem do Ameryki – do więzienia. Po upadku Nixona wyrok skrócono; w roku ’76 Leary wyszedł na wolność. Jeździł z wykładami, pisał książki, obserwował z rosnącą fascynacją rewolucję informatyczną. LSD i „infostradę” łączyło według niego dążenie do poszerzenia strefy poznania i międzyludzkiej komunikacji. Rodząca się kultura cyberprzestrzeni była dla niego owocem lat 60. z ich kultem samopoznania i samorealizacji. Bez problemu odnalazł się więc w latach 80. i 90. „Wiem, że może to brzmieć głupio, ale zawsze byłem filozofem-dysydentem. W latach 50. wyrwaliśmy władzę w zakresie diagnozy i terapii z rąk lekarzy i stworzyliśmy terapię grupową. W latach 60. odebraliśmy lekarzom władzę farmakologiczną i wiadomo, jak się to skończyło, a w 80. chodziło o odebranie władzy komputerowej koncernom takim jak IBM, dziś chodzi o odebranie władzy nad komunikowaniem się w skali globu mass mediom, które zawsze były techniką kontrolowania, manipulowania i programowania umysłów” – mówił dwa lata przed śmiercią.
Komputer był dla autora „Polityki ekstazy”, podobnie jak LSD, środkiem komunikacji międzyludzkiej; LSD nie zażywał nigdy w samotności, komputer osobisty był dla niego „psychodelikiem” nowej generacji. W miarę postępów rewolucji informatycznej, stracił początkowy entuzjazm dla „wirtualnej rzeczywistości”, coraz większe znaczenie wiązał zaś z Internetem. Ale pod warunkiem, że „cybernauci” nie będą tylko samotnikami gadającymi do swych monitorów w izolacji od siebie i świata („sieć” ma służyć kontaktowi pomiędzy osobami, „interaktywnej” komunikacji), oraz że kontroli nad Siecią nie przejmą „cyberkorporacje”. Leary nie byłby sobą, prorokiem, „filozofem-dysydentem”, gdyby nie dopatrzył się w cyberrewolucji zapowiedzi nowego społeczeństwa, zbudowanego na zasadach wolności jednostki i osobistego rozwoju.

WĄTPLIWOŚCI
Czy Leary nie był po prostu fanatykiem, jeszcze jednym ideologiem, tyle że bez realnej władzy, a więc (Bogu dzięki!) bez możliwości wcielania w życie swej wizji uszczęśliwienia jednostki i społeczeństwa? Czy nie był zdolnym manipulatorem, używającym tak krytykowanych przez siebie mediów do rozpowszechniania swych idei? Czy nie dał szalonego wywiadu „Playboyowi” (1966), czy nie zaaranżował w 1994 swego aresztowania na lotnisku w Austin, w Teksasie, gdzie ostentacyjnie zapalił papierosa w proteście przeciwko antynikotynowym polowaniom na czarownice? Czy nie zrobił internetowego widowiska z własnego umierania na raka, czy nie kazał wystrzelić swych prochów na orbitę okołoziemską, o czym oczywiście rozpisywała się prasa?
Te pytania są zasadne, nie trzeba być agentem CIA, żeby je postawić. Dla mnie najważniejsze są dwie wątpliwości. Pierwsza dotyczy samego LSD. Może być tak, jak twierdził Leary, że środek ten istotnie otwiera i poszerza ludzką psychikę, ale chemia pozostaje chemią. Można dyskutować o wartości doświadczenia religijnego czy estetycznego osiąganego taką drogą w porównaniu z podobnym, osiągniętym drogą medytacji. Co warte jest więcej, co ma trwalsze i głębsze skutki – „ekspresowa” ścieżka chemiczna czy studia nad Jungiem? Można zastanawiać się nad wartością dowodową wspomnianego eksperymentu z więźniami; w znanych mi źródłach nie ma szczegółów i tak naprawdę nie wiadomo, co wywołało pozytywną przemianę w osobach, którym podano LSD, ani jak była ona trwała. Trzeba też wziąć pod uwagę argumenty lekarzy-psychiatrów, którzy obstają przy tezie, że psychodeliki burzą osobowość, indukują psychozę, prowadzą ludzi do katastrofy.
Z tym łączy się druga wątpliwość. Co Leary ma do powiedzenia o ofiarach LSD? Mówi o nich twardo, bez cienia współczucia, bez poczucia współodpowiedzialności za ich nieudaną „podróż” przez wrota percepcji ku „boskości” w nich samych. W jednej z rozmów zasłania się sloganem, że jest mu obce pojęcie wstydu (winy), „wywodzące się z filozofii judeochrześcijańskiej”. I dodaje: „To rząd zaprogramował ludzi do brania LSD i wyskakiwania przez okno. Ja mówiłem: bierzcie LSD i z rozwagą poznawajcie boskość w waszym wnętrzu”. Leary unikał odpowiedzi na pytanie: no dobrze, ale co zrobić z tymi, którzy pana posłuchali, wzięli i na zawsze pogrążyli się w chaosie? Tak jakby słabi go nie interesowali.


23 lutego 2011

40 listków LSD


We wtorek policjanci przeszukali mieszkanie na Czechowie. Był przy tym właściciel lokalu, który je wynajmował. Znaleźli ponad 4,2 kilograma suszu marihuany. 

- Policjanci poczekali na właścicieli narkotyków – mówi Arkadiusz Arciszewski, z KWP w Lublinie. - Wkrótce w mieszkaniu zjawili się mężczyzna i kobieta. Byli bardzo zaskoczeni widokiem funkcjonariuszy. Przy 26-latku funkcjonariusze znaleźli woreczek z blisko 1 gr. marihuany.

Tego samego dnia policjanci przeszukali również drugie wynajmowane przez parę mieszkanie. Znaleźli 600 gram suszu marihuany, blisko 50 gram amfetaminy oraz 41 listków LSD. Z przechwyconych narkotyków można przygotować blisko 17 tys. porcji marihuany oraz prawie pół tysiąca działek amfetaminy.

26-letni Bartłomiej D. i 24-letnia Dorota M. trafili do policyjnego aresztu. Wczoraj sąd zastosował wobec 24-latki policyjny dozór. Grozi jej kara 10 lat pozbawienia wolności. Dzisiaj sąd podejmie decyzję o dalszym losie 26-latka. Ponieważ to nie pierwsze jego zatrzymanie za przestępstwa narkotykowe, grozi mu 15 lat więzienia. 

- Policjanci ustalają, w jaki sposób zdobyli narkotyki oraz komu je udostępniali – dodaje Arciszewski.

LSD Influence Behind New Album


Red Hot Chili Peppers Reveal LSD Influence Behind New Album

Jeff Kravitz, FilmMagic
It's been five years since the release of the sprawling epic that was 'Stadium Arcadium' and Red Hot Chili Peppers are set to return with their 10th album and, according to frontman Anthony Kiedis, the band have named the new collection after a friend's experience with LSD.

Speaking to Spin, Kiedis revealed that the album has the working title of 'Dr Johnny Skinz's Disproportionately Rambunctious Polar Express Machine-head' -- a moniker that really -- ahem -- trips off the tongue.

"He [the friend] was reminiscing about one of his legendary acid trips," Kiedis said, "and told us that he had been playing a sold-out show to the planets and moons, and his No. 1 hit was, well, that title."

Kieidis was quick to point out that the name might not stick beyond the recording process. He added, "We found it so funny that we told him for as long as the album was under the radar, that that would be our nickname for it."

The singer went on to explain that a combination of guitarist John Frusciante's departure -- since replaced by Josh Klinghoffer -- and bassist Flea's piano lessons had altered the dynamic of the band in a positive way.

"Before, some of our jams were a bit hit-and-miss," Kiedis said. "On this record, a decent number of songs were actually thought out and planned in a way we had never done before. That is, with Flea's new knowledge of music theory, we explored the writing process with a bit more precision."

Psychedelic Drugs Liberate the Mind, Destroy Preconceptions of the Divine


By Kevin W. McCarty
Published on February 22, 2011
Some people just can’t take a joke. Luckily, there is a cure for this. The cure goes by many names, but all fall within the category of psychedelics. If a hundred idiots all agree that a falsehood is truth, does this make it so? No, it does not. This is the concept of “consensus reality,” and any person who has tried a psychedelic drug is already intuitively aware of it.
Taking magic mushrooms, acid or DMT is sure to replace any false paradigm within the user’s mind with some semblance of a personal truth. For the person with a chill, flexible personality, this transformation will manifest as something close to divine inspiration. For the cold, stiff douchebag personality, this transformation will certainly be unpleasant, and may manifest as insanity. Luckily, if you’re not a douchebag, you will be fine. And if by chance you are, I really don’t give a shit what happens to you.
Political correctness is the essence of a false paradigm.
“Let’s all agree to avoid controversy because we’re too ‘pussified’ to deal with any challenging topic of conversation!”
Yeah, fuck that.
Real, accepting people don’t steer clear of emotionally-charged language — they attack it with a fearless attitude and effectively dissolve any antagonism by replacing it with humor. Real nonracists don’t have white guilt — they have human pride.
Although there is no evidence to prove that the English author Lewis Carroll actually took psychedelic drugs, his book Through the Looking Glass illustrates many of the “flexifying” concepts that psychedelic drugs bring to light in the mind of the user. Alice, as she confronts various fantastic characters during her journey through Wonderland, eventually confronts the fragile egg-man, Humpty Dumpty. Humpty Dumpty shows Alice by means of a confusing and twisted conversation that she is an idiot to believe that a word has only one meaning. When Alice completely confuses Humpty Dumpty’s meaning, he sets her aright: “When I use a word,” Humpty Dumpty said, in a rather scornful tone, “it means just what I choose it to mean, neither more nor less.”
If I had any actual antagonism toward those humans among us who have genetic disabilities, then I’d be a real asshole. Moreover, if I were to proclaim such awful prejudices in a publicly read column, I’d be an idiot, too. When I use a word, it means exactly what I mean it to. When I use the word “cunt,” I am referring to a police officer. When I use the word “retard,” I am referring to Congressmen, not fellow human beings endowed with Down syndrome. If some other person decides to interpret my words as his/her own, stick-up-the-ass fashion, it is his/her problem, not mine.
Our beloved college newspaper has featured several editorial pieces lately arguing the existence of God. Most of these editorials have begun with the assumption that God is a solid idea that can be proven or disproven. This assumption comes from the centuries of proselytizing by the Roman Catholic Church and various other religious zealots who took their idea from powerful priests reading Biblical scripture for purposes of control. What these editorials have failed to acknowledge is that God is only a word, and it is a word that has no true definition.
You can go by a definition of God that was handed to you by an idiot and go through life feeling confused and divided, or you can disregard the ignorance of the idiot and define the word yourself. It is psychedelic drugs that finally persuaded me toward the divine liberation of the latter course. Do you feel a power around you that is greater than yourself? Today, I do, and magic mushrooms led me to realize it. You may feel likewise, or may not, but I guarantee that if you truly seek the truth of the universe then psychedelics will help you realize something similar.
Magic mushrooms can turn an atheist into a free-spirited religious scholar. LSD can turn a depressed recluse into a joyous and eccentric character, which in my mind is a terrific improvement. DMT can induce the world’s strictest skeptic to doubt his own doubt. Sometimes a skeptic does not doubt from intelligence, he doubts because he is using an idiot’s definition to describe the majesty of the cosmos.
There is a higher power, and that higher power has a wonderful sense of humor. Just look at the platypus. That higher power loves you. Just look into the eyes of your family and loved ones. If we were indeed made in God’s image, then every single human being on planet earth is capable and authorized to define God as they see fit. I represent myself, therefore, I represent God. If that sentence makes you angry, then shut the fuck up and go take some acid.

29 stycznia 2011

Kwas znaleziony przez policję

Washington Man Arrested Near Lakeview With Marijuana, LSD, Mushrooms

Oregon State Police troopers arrested a Seattle, WA man Tuesday, after ten pounds of marijuana, psilocybin mushrooms and LSD were all found in his vehicle. Troopers pulled over Russell Jay Heller, 46, for speeding Tuesday afternoon. During an investigation, the drugs were found throughout the vehicle. Heller was arrested, taken to Lake County Jail, where he faces a long list of charges, including Unlawful Possession, Delivery and Manufacture of a Controlled Substance, two counts of Unlawful Possession of a Schedule I Controlled Substance, as well as an outstanding warrant from Jackson County.



25 lat za kwas - amerykańskie prawo :/

Man accused of hiding LSD
JANUARY 29, 2011 
Cedar Rapids man was arrested Thursday after allegedly hiding drugs on a popular candy.
Rhett Alan Jolliffe, 32, was charged with possession of lysergic acid diethylamide, or LSD, from a Sept. 12, 2009, traffic stop in which he was stopped for suspected drunken driving, the Johnson County Sheriff's Office said.
According to the arrest report, Jolliffe was pulled over at Highway 1 and Hawk Ridge and was found to have a foil wrapped package inside a cigarette box. Inside the foil package were 10 pink PEZ candies, which were later found to have drops of LSD on them, police said.
Jolliffe admitted to buying 12 hits of LSD when he drove to Iowa City and took two of them, the report said. The state crime lab determined that the candy had LSD on them, police said.
Jolliffe remained in the Johnson County Jail on a $10,000 cash only bond. If convicted of the Class B felony, he faces up to 25 years in prison.

Rare footage of 1950s housewife in LSD experiment


Grandma on acid! Researcher finds rare footage of 1950s housewife in LSD experiment

By DAILY MAIL REPORTER
Last updated at 11:28 PM on 18th January 2011

  • Author discovers TV excerpt while researching Aldous Huxley biography
  • 'I'm part of the air... I can see all the molecules,' says spaced-out volunteer
Next time you hear someone say 'Back in the olden days, we had to make our own fun', this is probably what they are talking about.
An American biographer - doing research for a book on pioneers in the field of hallucinogenic drug experimentation - has stumbled upon footage of a prim and proper housewife struggling with the effects of LSD.
The bizarre and slightly creepy footage shows a doctor dosing up the young woman and filming the consequences.
By now, of course, she's likely to be somebody's grandmother.
LSD
Experiment: Dr Sidney Cohen with his test subject, a well-dressed and 'normal' LA housewife
Biographer Don Lattin said he came across the footage while preparing a group biography of British writer Aldous Huxley, philosopher Gerald Heard, and Bill Wilson, the co-founder of Alcoholics Anonymous. 
Mr Lattin said: 'It's from a television programme, circa 1956, about mental health issues.
'The researcher, Dr Sidney Cohen, was dosing volunteers at the Veteran's Administration Hospital in Los Angeles.'
LSD
Down the hatch: The subject drinks her lysergic acid and embarks upon her first 'trip'. The footage provides a fascinating glimpse of how the drug totally warps the mind
LSD
'I don't have any inside': The tripping housewife struggles to explain what she is seeing and feeling but appears to be having a pleasant experience
Dr Cohen, seen sitting at a table and wearing a lounge suit  - his legs crossed in the classic I'm-a-scientist pose - interviews the unidentified housewife, who is dressed in her best black frock.
She tells the doctor: 'My husband is an employee here at the VA and he said they were looking for normal people, so I volunteered.'
Dr Cohen asks: 'How do you feel about coming here and drinking this strange material?'
She replies: 'A little nervous, perhaps.'
Aldous Huxley
Jim Morrison
Drug enthusiasts: Aldous Huxley, who wrote The Doors Of Perception after taking mescaline, and Jim Morrison, who named The Doors after Huxley's book
In the unintentionally comical manner that seems to be the preserve of 1950s training films, the camera zooms in on an innocuous-looking glass of clear liquid on the table, as the good doctor says: 'Well, I think it's time for you to have your lycergic acid. Drink this down and we'll be back after a while and see how you're doing.'
As the housewife obediently drains the glass and Dr Cohen smiles benevolently, a dramatic voice-over explains: 'This is a glass of water, colourless, tasteless. It contains 100 gamma of LSD 25. One tenth of a milligram, the equivalent of one 600th of a grain.

GOOD TRIP, BAD TRIP

Lysergic acid diethylamide, abbreviated to LSD and known colloquially as acid, is a psychedelic drug well known for its psychological effects.
Symptoms include altered thinking processes, hallucinations, synaesthesia (where senses are joined - so one can 'taste' colours or 'see' sounds), an altered sense of time and spiritual experiences.
It had a key role in 1960s hippy counterculture, and has been tested by the U.S. military and CIA as an aid in battle, truth serum and mind-control agent.
Regular users talk of 'bad trips', where the spiritual feelings and hallucinations give way to hellish visions and overwhelming anxiety. Bad trips have led to drug-related suicides. 
'An ounce of this material will make 150,000 such doses. Let us observe the affect some three hours later.'
Unsurprisingly, three hours later the housewife is insanely high.
She says: 'Everything is in colour and I can feel the air. I can see it, I can see all the molecules - I'm part of it. Can't you see it?'
Dr Cohen asks: 'How do you feel inside.'
She replies: 'Inside? I don't have any inside.'
Mr Lattin said: 'Aldous Huxley, who first tried mescaline in 1953 and wrote about it in his seminal book The Doors Of Perception, got Gerald Heard interested in the spiritual potential of psychedelic drugs. 
'Heard then turned to Bill Wilson, guiding him on an LSD trip supervised by Dr Cohen in the summer of 1956 - perhaps in the same room we see in this video.
'Wilson, who started AA in the 1930s, thought LSD could help alcoholics have the spiritual awakening that is such an important part of the 12-step recovery programme he popularised. 
'Heard and Huxley set the stage for better-known psychedelic research.'
Huxley's early work also inspired a more layman drug researcher called Jim Morrison, who called his band The Doors after Huxley's The Doors Of Perception.  


Read more: http://www.dailymail.co.uk/news/article-1348080/Grandma-acid-Researcher-finds-rare-footage-1950s-housewife-LSD-experiment.html#ixzz1CS5cpDpq





21 lipca 2010

LSD leczy


Szwajcarski psychiatra leczy ciężko chorych ludzi za pomocą LSD. W ten kontrowersyjny sposób udaje mu się złagodzić ich lęk przed bólem i śmiercią. W USA, Wielkiej Brytanii i Izraelu testuje się na pacjentach kolejne substancje psychodeliczne. Czy czeka nas triumfalny powrót narkotyków do psychoterapii?

- Nic się dzieje – pomyślał z lekkim żalem Udo Schulz. – Pewnie dostałem tylko placebo. Leżał na materacu w zalanym światłem pokoju, czekając na pierwsze w jego życiu narkotyczne odurzenie.

44-letni chory na raka Schulz był pierwszym pacjentem od ponad trzydziestu lat, który w ramach badań naukowych mógł całkowicie legalnie zażyć LSD. Chodziło o sprawdzenie, czy dietyloamid kwasu D-lizergowego, sławny narkotyk z czasów hipisowskich, może okazać się pomocny w leczeniu niektórych zaburzeń psychicznych.

Było to 13 maja 2008 roku. W Solurze, cudownie pięknym barokowym miasteczku w północno-zachodniej Szwajcarii panowała, jak niemal zawsze, cisza i spokój. Rzeka Aara, dopływ Renu, płynie tu wolniej niż w Bernie, mijając mury z czasów rzymskich, „Krzywą Wieżę” i Katedrę Św. Ursyna. Do przeprowadzenia eksperymentu o takiej sile społecznego rażenia nie dałoby się chyba znaleźć lepszego miejsca niż to nierzucające się w oczy szwajcarskie miasteczko u podnóża Jury.

Na ścianie gabinetu zabiegowego wisi czerwony dywan. A także gong, bęben i portret uśmiechniętego Buddy. Na cienkich gąbkowych matach tuż obok pacjenta siedzieli tu w kucki psychiatra Peter Gasser i terapeutka Barbara Speich. Całe pół godziny siedzieli tak i czekali. – I wtedy wreszcie poczułem, że w mojej psychice coś się zmieniło – opowiada dziś Schulz. – Wow, to było naprawdę wspaniałe!

Substancję, której działanie odkrył 19 kwietnia 1943 roku w laboratorium koncernu farmaceutycznego Sandor w Bazylei szwajcarski chemik Albert Hofmann, nazwano „psychiczną bombą atomową”. Właściwie Hofmann próbował tylko wyodrębnić ze sporyszu substancję pobudzającą krążenie, lecz zamiast tego otrzymał silny środek halucynogenny. Jeden gram LSD wystarcza, by wprawić w wielogodzinny rausz 20 tysięcy ludzi.

Tego wszystkiego młody naukowiec nie mógł naturalnie owego dnia nawet przeczuwać i tak oto miał miejsce pierwszy w historii narkotyczny odlot i drastyczne przedawkowanie: Hofmann zażył aż 0,25 miligrama nowej substancji. To, co się potem wydarzyło, opisał po pewnym czasie następującymi słowami: „Ogarnął mnie potworny lęk, że wpadam w obłęd. Znalazłem się w całkiem innym świecie, innym pokoju, w innym czasie”. Mijały kolejne godziny, aż wreszcie pomału udało mu się nieco uspokoić: „Zacząłem stopniowo dostrzegać niesłychaną grę kolorów i kształtów i rozkoszowałem się tym widokiem”. Następnego dnia miał „wrażenie błogości“ i darowania mu „całkiem nowego życia”.

O tym, że LSD już niebawem stanie się kultowym dopalaczem członków nowego masowego ruchu, wysławianym przez takich artystów, jak Beatlesi, The Doors, Pink Floyd, przez aktora Cary’ego Granta i pisarza Aldousa Huxleya, że CIA zacznie potajemnie używać go podczas przesłuchań, a milionom ludzi przyniesie on niezwykłe doświadczenia duchowe i twórcze, wielu jednak wpędzi w obłęd lub doprowadzi do samobójstwa, młody wynalazca nie mógł jeszcze nawet śnić. Od samego początku był jednak przekonany, że LSD jest substancją doskonale nadającą się do wywołania stanu „psychicznego rozluźnienia”.

Wielu psychiatrów podzielało nadzieję Hofmanna, że oto znaleziony został środek chemiczny umożliwiający wgląd w ukryte wspomnienia i dawne traumy. Aż do lat siedemdziesiątych LSD stosowano w zwalczaniu depresji, lęków i nałogów, a także w leczeniu migreny, reumatyzmu, paraliżu i chorób skórnych. Ukazało się na ten temat tysiące prac naukowych, większość z nich o bardzo wątpliwej zresztą wiarygodności. Sławny stał się przypadek Yehiela De-Nur (żydowski pisarz urodzony w Sosnowcu – przyp. Onet), który przeżył Auschwitz i w 1976 roku poddał się sześciu sesjom terapeutycznym z użyciem LSD. Przywołały one wspomnienia przeżyć w obozie zagłady, dzięki czemu powstała później poetycka, głęboko wstrząsająca książka „Shivitti: A Vision”.

Kiedy Udo Schulz, królik doświadczalny numer 1, wsiadł w Murnau w Bawarii do pociągu jadącego do Solury, by w narkotycznym odurzeniu stawić czoła lękom, jakie prześladowały go od chwili zdiagnozowania jego choroby, wynalazca LSD nie żył już od dwóch tygodni. Zmarł w wieku 102 lat. Do ostatniej chwili ostrzegał przed niebezpieczeństwami, jakie niesie jego odkrycie, choć wierzył niezłomnie w uzdrawiającą moc nowej substancji. Decyzja, że badania nad nią po 35-letniej przymusowej przerwie zostaną wznowione, oznaczała spełnienie „największego marzenia jego życia”.

Na prowadzącym eksperyment Peterze Gasserze spoczywa ogromna odpowiedzialność. Chodzi nie tylko o spuściznę Alberta Hofmanna. W psychiatrze z Solury nadzieje pokładają również liczni naukowcy z USA i Europy, którzy przez długie lata walczyli o prawo do kontynuowania badań nad LSD i innymi substancjami psychodelicznymi. – Byłbym rad, gdyby można było wprowadzić do terapii substancje psychoaktywne – mówi Rolf Verres, lekarz i dyrektor oddziału psychologii medycznej kliniki uniwersyteckiej w Heidelbergu.

Gdzie indziej powrót halucynogenów do psychoterapii wydaje się już całkiem bliski. W USA, Wielkiej Brytanii, Izraelu i Szwajcarii w ostatnim czasie zezwolono na wiele badań z użyciem ecstasy i psylocybiny, substancji uzyskiwanej z halucynogennych grzybów. Uczeni będą starali się dociec, czy mogą być one przydatne w leczeniu weteranów wojennych i pacjentów skarżących się na różnego rodzaju lęki. Pierwsze wyniki, twierdzą naukowcy, wyglądają bardzo zachęcająco.

Dopiero Peter Gasser odważył się jednak sięgnąć po najsilniejszy i najbardziej sławny z owych narkotyków – LSD. Od rezultatów jego badań zależy, jak władze potraktują kolejne próby tego typu. 49-letni uczony przez prawie półtora roku odpierał ataki mediów, usiłujących wydobyć od niego jakieś informacje. Swój kontrowersyjny eksperyment wolał trzymać w całkowitej tajemnicy. Dziś po raz pierwszy zaprasza dziennikarza, ale zaraz na wstępie chce wyjaśnić jedną kwestię. Nie jest ani Mesjaszem, ani rewolucjonistą, nie chodzi mu o stopniowe zalegalizowanie narkotyku, ale wyłącznie o badania naukowe. Zamierza wykazać, że za pomocą LSD można zrobić w psychoterapii coś dobrego.

Gasser jest przewodniczącym niewielkiego szwajcarskiego związku lekarzy specjalizujących się w terapii psycholitycznej. Organizacja ta, licząca 50 członków, z których jedna trzecia to Niemcy, opowiada się za stosowaniem halucynogenów do celów leczniczych. Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy w Szwajcarii było to możliwe pod warunkiem uzyskania specjalnego zezwolenia, Gasser odbył tego typu szkolenie. Nauczył się, jak stosować w terapii środki psychodeliczne, w tym również LSD. Na sposób oddziaływania narkotyku ogromny wpływ ma otoczenie – mówi naukowiec. – My stwarzamy atmosferę relaksu, dlatego nasi pacjenci są spokojni.

Podczas sesji w tle słychać muzykę, od czasu do czasu Gasser używa też wiszącego na ścianie bębna. Z dotychczasowych ochotników żaden nie doświadczył niczego strasznego – twierdzi. Środki uspokajające, leżące w pogotowiu, gdyby okazały się potrzebne ani razu jeszcze się nie przydały. – Jeśli LSD stosuje się pod kontrolą, nie jest to bardziej niebezpieczne niż jakiekolwiek inne formy terapii – twierdzi psychiatra.

Pod względem chemicznym narkotyk ów jest spokrewniony z produkowaną przez ludzki organizm serotoniną. Działa na te same obszary mózgu, zwłaszcza na układ limbiczny, w którym zachodzą procesy filtrowania, przetwarzania i emocjonalnej oceny wrażeń zmysłowych. LSD wyłącza w dużym stopniu funkcję filtra, w efekcie czego mózg zalewany jest nowymi informacjami. Podwyższa jednocześnie poziom neuroprzekaźnika dopaminy w tak zwanym ciele prążkowanym, co dodatkowo wzmaga napływ bodźców. Dzięki temu owa substancja wpływa na postrzeganie zmysłowe, proces myślenia oraz nastrój. Pod jej wpływem zmienia się poczucie czasu i przestrzeni, zanika granica między własnym „ja” a otoczeniem. Może to być odczuwane jako błogie stapianie się ze wszechświatem, ale również jako budząca strach utrata kontroli nad własnym ciałem i myśleniem. Eksperci jednak nie mają wątpliwości: LSD nie powoduje ani fizycznego, ani psychicznego uzależnienia.

Czy tego rodzaju odurzenie może rzeczywiście pomóc w przezwyciężeniu lęków? Borwin Bandelow, profesor psychiatrii na uniwersytecie w Getyndze, największy niemiecki specjalista w terapii stanów lękowych, patrzy na to dość sceptycznie. – Każda metoda terapeutyczna, jaka istnieje na świecie, ma zwolenników, którzy opowiedzą wam coś takiego – mówi. Mimo to cieszyłby się, gdyby w wiarygodnych badaniach, prowadzonych pod ścisłą kontrolą, sprawdzono skuteczność substancji psychoaktywnych w leczeniu lęków. – To ogromnie interesujący temat – dodaje profesor.

Zmiany w postrzeganiu, przedmioty, które nagle ożywają, wrażenie szybowania w przestworzach – wszystko to jest oczywiście bardzo spektakularne, mówi Gasser, ale to jedynie zjawiska uboczne. Sprawą decydującą jest dla niego głębokie poznanie własnego „ja” i oparte na zaufaniu relacje, jakie pacjent w bardzo krótkim czasie nawiązuje ze swoim terapeutą. – Z taką intensywnością działa to jedynie dzięki LSD.

Substancję tę Gasser może obecnie podawać dwunastu pacjentom, którzy z powodu poważnych schorzeń fizycznych cierpią na silne lęki. Ośmiu z nich podczas dwóch całodniowych sesji odbywających się co kilka tygodni otrzymuje każdorazowo kapsułkę zawierająca 200 mikrogramów LSD. Pozostała czwórka to grupa kontrolna, otrzymują pozbawioną działania dawkę 20 mikrogramów. – W przypadku takiej substancji jak LSD podawanie placebo jest naturalnie wątpliwe – przyznaje Gasser. Pacjent szybko domyśla się, co przed chwilą zażył. Ale w badaniach medycznych obowiązuje taka właśnie praktyka.

Trojgu pacjentów, którzy otrzymywali skuteczną dawkę, terapia przyniosła korzyści – twierdzi Gasser. Ale badania jeszcze trwają. Aby ich wyniki miały znaczenie statystyczne, liczba dwunastu zaledwie pacjentów to i tak o wiele za mało. – Mamy nadzieję udowodnić w końcu, że podczas takiej terapii nie występują żadne poważne incydenty, a wyniki wskazują, iż jest to skuteczna metoda leczenia – mówi szef zespołu przeprowadzającego eksperyment.

Udo Schulz z wysiłkiem szuka słów, by opisać swoje doświadczenia z narkotykiem. Z ociąganiem zaczyna wreszcie opowiadać: – Doniczka z kwiatkiem, dywan, cały pokój nagle jakby zbudził się do życia. Udo krzyżuje palce i spogląda w zamyśleniu na widok za oknem. Po chwili zaczyna mówić dalej: – Było to, można powiedzieć, jak doznanie jakiejś mistycznej jedności.

Jego problemy zaczęły się wiosną 2006 roku. Rozpoczął akurat nową pracę jako pielęgniarz w domu starców. Było to stresujące zajęcie, z początku Udo myślał, że właśnie ono odbiera mu apetyt. Po każdym posiłku czuł ucisk w żołądku. Jadł więc coraz mniej, bardzo stracił na wadze. W końcu jeden z lekarzy wysłał go do najbliższego szpitala. Leżał tam przez kilka dni, potem dano mu do ręki jego kartę i kazano pójść na ostatnie badanie. – Idąc tam, przeczytałem diagnozę. Rak żołądka.

Jak człowiek reaguje na coś takiego? – Z początku pomyślałem, że to pewnie nie moja karta. Niemożliwe, żebym miał raka, zawsze przecież prowadziłem zdrowy tryb życia – opowiada Schulz, wykrzywiając wargi w coś w rodzaju uśmiechu. Musiał jednak poddać się operacji, rozumiał tę konieczność. Usunięto mu jedną trzecią przełyku i większą część żołądka. Lekarze nie znaleźli przerzutów, zrezygnował więc z chemioterapii.

Od tamtego czasu jego życiem zawładnął lęk. Męczyła go myśl, że już nigdy nie wyzdrowieje, nie wrócą mu siły, straci pracę, będzie musiał się poddać. Zmuszał się do nadludzkiego wysiłku, by móc znowu pracować. W nocy leżał, nie mogąc zasnąć. Rozmowy z psychologiem niewiele mu pomogły. Kiedy przypadkowo natknął się w internecie na informację o szwajcarskim eksperymencie z LSD, poczuł, że to coś dokładnie dla niego. – Podczas wstępnych testów okazało się, że jestem najwyraźniej jednym z tych, którzy mają takie właśnie zaburzenia lękowe.

Rok po terapii z użyciem LSD Schulz jest znów w stanie pracować. Kilka miesięcy temu zatrudnił się w ośrodku ambulatoryjnej pomocy dla seniorów, gdzie ma ruchomy czas pracy i może zaplanować sobie parę przerw. W ten sposób, ma nadzieję, przepracuje liczbę godzin wymaganą przy pełnym etacie. Aby utrzymać kondycję fizyczną, jeździ na rowerze i kilka razy w tygodniu gra w ping-ponga. Jest przekonany, że LSD mu pomogło. Narkotyk dał mu kopa, zastrzyk energii, którego potrzebował, gdy czuł się zniechęcony i do niczego nieprzydatny. W wywołanym nim odurzeniu po raz pierwszy poczuł z całą siłą swój smutek i złość z powodu choroby. – Wtedy mogłem wreszcie rozbeczeć się jak dziecko – mówi, próbując znów się uśmiechnąć.

Żałuje tylko jednego. Te dwie sesje terapeutyczne były o wiele za krótkie. – Chętnie kontynuowałbym terapię z użyciem LSD – mówi, wyglądając przez okno. – Ale jedynie pod warunkiem, że będzie to całkowicie legalne.

http://portalwiedzy.onet.pl